„Heaven Come Crashing” Rachiki Nayar to instrumentalny epos desperackiej tęsknoty
Zdjęcie ilustracyjne · fot. CEphoto / CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons
W 10 sekund
- Dwie minuty i trzydzieści sekund po utworze tytułowym „Heaven Come Crashing” Rachiki Nayar następuje absolutnie potężny rytm perkusji i basu.
- Jako fan debiutanckiej płyty Nayara Our Hands Against The Dusk zaskoczyło mnie to.
- Na tym albumie w ogóle nie ma perkusji.
Dwie minuty i trzydzieści sekund po utworze tytułowym „Heaven Come Crashing” Rachiki Nayar następuje absolutnie potężny rytm perkusji i basu. Jako fan debiutanckiej płyty Nayara Our Hands Against The Dusk zaskoczyło mnie to. Na tym albumie w ogóle nie ma perkusji. Niebo…
To skrót depeszy. Pełny artykuł — całą treść i zdjęcia — publikuje redakcja źródłowa. Szanujemy jej prawa, dlatego odsyłamy do oryginału.
Czytaj pełny artykuł: The Verge →Zrozum temat · Wyjaśniamy
Ponadczasowe przewodniki naszej redakcji powiązane z tą depeszą.
Czytaj dalej
Globalny niedobór pamięci uderza w MacBooka Air
Debata na temat spowolnienia Sama Altmana i AI
Wydaje się, że dyrektor generalny Fendera uważa, że twoi koledzy z zespołu to po prostu analogowa sztuczna inteligencja
Konsole Xbox są obecnie znacznie droższe w UE i Wielkiej Brytanii
Jak długo można oczekiwać, że PlayStation 5 będzie działać?
Jesteśmy zgubieni? Czyli o porażce Alertu RCB i polskiego systemu ostrzegania ludności




